Japończyk Naoki Nakamura pokazał moc i tak jak w sobotę, także w niedzielę nie dał przeciwnikom najmniejszych szans na skoczni narciarskiej im. Adama Małysza w Wiśle. Do drugiej serii awansowało pięciu reprezentantów Polski, zaznaczających obecność w stawce Letniego Grand Prix.
Kiedy zakończyła się pierwsza seria niedzielnego konkursu w Wiśle, zgromadzeni pod skocznią kibice szaleli z radości i nie wierzyli własnym oczom. O ile prowadzenie Naokiego Nakamury (128,5 m) nie było zaskoczeniem, o tyle z wielkim zainteresowaniem spoglądaliśmy na miejsce 2., które zajmował Estończyk Kaimar Vagul (136 m), ale przede wszystkim na kolejne. Na nim znajdował się Polak, ale nie jeden z tych najbardziej oczywistych, którzy mogliby przyjść kibicom w pierwszej chwili do głowy. O końcowy sukces miał walczyć Kamil Waszek (137 m). Co ciekawe, tylko pierwsza trójka osiągnęła w pierwszej konkursowej rundzie noty powyżej 130 pkt., a różnica pomiędzy Nakamurą a Vagulem wynosiła zaledwie 0,9 pkt.
Runda finałowa początkowo przynosiła dobre wieści dla polskich skoczków i kibiców. Rozpoczynający drugą serię Paweł Wąsek zanotował awans o kilka pozycji, podobnie jak Kacper Tomasiak, który ostatecznie wskoczył do czołowej “10”. Nie powiodło się niestety Dawidowi Kubackiemu. Ale największe emocje były dopiero przed nami. Czekaliśmy na skoki ścisłej “szpicy”. Rozpoczął je Waszek, który nie poszybował tak daleko jak w pierwszym skoku i było wiadomo, że podium ucieknie, choć miejsce w czołówce wydawało się pewne. Niestety, później nadeszła dyskwalifikacja…
- Generalnie jestem zadowolony, bo w pierwszym dniu poradziłem sobie gorzej, byłem trochę zestresowany. W drugim stres udało się zwalczyć, dzięki temu w pierwszej serii skok był bardzo dobry, w drugiej też nie był najgorszy. Czułem się bardzo dobrze i byłem w dobrej dyspozycji - podsumował Kamil Waszek.
Po skoku świetnego dziś Polaka na belce usiadł Vagul, który wytrzymał presję i wylądował za 130 metrem, czym przypieczętował swoje podium. - Zawody były dla mnie po prostu idealne. Nie mogło być lepiej. Myślę, że wykonałem dobre skoki. Podczas drugiego, stojąc na szczycie skoczni, starałem się cieszyć tą chwilą i zachować zimną krew - komentował swój występ Estończyk.
Na deser pozostał skok Nakamury - uśmiechnięty Japończyk wraz ze swoim sztabem poprosił o obniżenie belki, a mimo to poszybował najdalej, na 133 m i potwierdził swoją dominację podczas wiślańskiego weekendu LGP. - Bardzo się cieszę. Dla mnie to był bardzo wymagający weekend, bo przed nim byłem w świetnej formie, a potem czasami nie wychodziło, bo sam się denerwowałem podczas zawodów. Ale tu miałem naprawdę dobry nastrój, nie zależało mi na wyniku, po prostu skakałem dla siebie. I tak właśnie wyszedł ten wynik. Tuż przed skokiem wszyscy życzyli mi powodzenia, prawie z każdym przybijałem piątkę. Czuję, że wśród zawodników panuje naprawdę miła atmosfera. Chociaż rywalizujemy ze sobą, to na tej skoczni jesteśmy jak rodzina - cieszył się po zakończeniu konkursu triumfator z soboty i niedzieli.
Jak wspominaliśmy wyżej na 10. miejscu zmagania zakończył Tomasiak, na 18. Maciej Kot, na 23. Wąsek, a 29. był Kubacki.
- Na wiatr wpływu nie mamy. Trzeba sobie radzić, nie narzekać i skupiać na swoich skokach. Sama technika jest jednak najważniejsza, a jak ktoś zrobi wszystko dobrze, to szczęście często sprzyja - zauważył Tomasiak, który o farcie odnośnie warunków wietrznych nie mógł dziś mówić.
- Dla mnie weekend w kratkę. Nie wyszło to po mojej myśli, zwłaszcza drugi skok dziś zepsuty. Ale są też pozytywy, jak Kamil Waszek, który pokazał, że skoki z treningów nie były tu przypadkowe - ocenił z kolei Kubacki.
A